Marcin Mardas ma tytuł lekarza. Jego numer prawa wykonywania zawodu (PWZ) to 2400327. Swoją obecną działalność leczniczą rozpoczął dnia 08-04-2011, działalność ma numer NIP: 7842401542. Marcin Mardas posiada specjalizacje: ginekologia onkologiczna, położnictwo i ginekologia.

Opinie o: Marcin Mardas

Dodaj opinię
Niki
2/5
25-07-2026 08:27
Byłam pacjentką Pana Doktora Mardasa, polecono mi go jako wybitnego specjalistę. Wizyta przebiegła prawidłowo, umowił mnie odrazu na zabieg do szpitala. Podejrzenie raka jajnika, Pan Doktor rzeczowo i obrazowo przedstawił jak będzie to wyglądać. Problem wyniknął na bloku operacyjnym, gdyż po otwarciu brzucha okazało się, że to nie nowotwor jajnika tylko prawdopodobnie ukladu pokarmowego. Został wezwany chirurg szkoda, że jakiś losowy, który poza wycinkami nic nie zrobił tylko mnie zaszył. Od tego momentu już Pan Doktor Mardas mnie nawet nie odwiedził, dosłownie o mnie zapomniał. Wypisali mnie ze szpitala z hemoglobina 5.2 i kazali czekać na wyniki histopatologiczne, że wogóle przeżyłam to tylko opacznosc Boża. Wycienczona, odwodniona i z wielkim bólem po tygodniu w domu trafiłam na pogotowie, gdzie zobrazowano mój stan jako beznadziejny. Zaznaczam , ze Pan Doktor Mardas nawet nie reagował na telefony. Szybka reakcja tamtych lekarzy postawiła mnie na nogi, jednak właśnie tam dowiedziałam się, że główna przyczyną były źle wyniki pooperacyjne i nie powinnam była zostać wypisana z poprzedniego szpitala. Poza tym już powinnam się diagnozować w kierunku określenia nowotwory. Nie pytając już Pana dr. Mardasa sama podjęłam decyzję dalszej diagnostyki. Korzystając z faktu przebywania na oddziale szpitalnym, gdzie zlecono mi dalsza diagnostyke, poddałam się dalszym badania. Niestety nie znaleziono źródła pierwotnego z którego wyszedł guz. Od tego momentu zaczął się mój horror. Poznań upierał się, że muszę znaleźć guz pierwotny za wszelką cenę, gdyż inaczej nie wdrożą leczenia, lekarze z oddziału rozkładali ręce, że wszystko już zrobili. Jedynym wyjściem, wg Pani koordynator i dr Mardasa, było mnie otworzyć i szukac guza pierwotnego. Po przebytej poprzednio operacji i stanie w jakim byłam, bałam się następnego zabiegu. Udałam się na konsultacje, dostałam sie do 8 specjalistów z całego kraju. Odpowiedź była szokująca, nic poza chemioterapią Pani nie pomoże, w przypadku tego nowotworu. Zaczęliśmy rozmawiać z Panią Koordynator, która nam od samego początku przydzielono, o opini innych specjalistów. Odpowiedz była jednoznaczna: ,, to niech Panią leczą jak są tacy mądrzy,,. Umyli ode mnie ręce. Dziś już jestem po kilku wlewach chemioterapi ogólnej, na celowaną muszę poczekać, jednak rezultaty są już zauważalne. Zaczęłam jeść, wstałam z łóżka i cieszę się życiem... Na temat Pana Doktora powiem tylko, może jest wybitny specjalistą ginekologicznym ale w przypadku powikłań, dodatkowych problemów szybko zapomina o pacjencie. Nie chcę tu pisać o sobie jako o wszytkich pacjentkach Pana Doktora, jednak chce tylko opisać swój przypadek jako taki wybryk natury, gdzie czułam się, że zostałam całkiem sama. Dopiero w zwykłym szpitalu powiatowym udzielono mi opieki i wszelkiej pomocy. Dlaczego nagle z pacjentki Pana Doktora stałam się nikim? Nie wiem ale nie jestem już w stanie temu Doktorowi zaufać.