Adres:
Mylna 2, Łódź Górna
| Świadczenia specjalistyczne | Numer telefonu | Inne ośrodki | |||
|---|---|---|---|---|---|
| Zakład/oddział opiekuńczo-leczniczy | 42 682 92 62 |
|
|||
|
Godziny otwarcia:
PN00:00-23:59 WT00:00-23:59 ŚR00:00-23:59 CZ00:00-23:59 PT00:00-23:59 SO00:00-23:59 ND00:00-23:59 |
|||||
sklep medyczny łódź www.ortowit.pl
Zmiana środków higienicznych odbywa się według sztywnego harmonogramu, około trzy razy dziennie, zamiast zgodnie z realnymi potrzebami podopiecznych. W praktyce oznacza to, że osoba, która wymaga zmiany chwilę po porannej toalecie, może przez wiele godzin pozostawać w zabrudzeniu. To niedopuszczalne i niezgodne z podstawowymi standardami opieki.
Już po 17 dniach pobytu u mojej babci pojawiły się odleżyny, co jasno wskazuje na brak odpowiedniej profilaktyki i niewystarczającą zmianę pozycji ciała.
Wyżywienie jest na bardzo niskim poziomie. Podawane są jedynie trzy posiłki dziennie, co przy stanie zdrowia wielu pacjentów jest niewystarczające. Posiłki są ubogie w składniki odżywcze, często mają formę papek. Standardowy posiłek podawany jest głównie wtedy, gdy obecna jest rodzina. Warzywa pojawiają się sporadycznie. Śniadania i kolacje to najczęściej suche kanapki z minimalną ilością dodatków. Trudno uznać to za odpowiednie żywienie dla osób chorych i wymagających opieki.
Osoby leżące i niesamodzielne, szczególnie na parterze, przez długi czas pozostają bez reakcji personelu. Słychać wielogodzinne wołanie o pomoc, zmianę pozycji czy podanie wody. Podczas jednej z wizyt moja babcia nie miała nawet dostępu do wody i w mojej obecności wypiła od razu litr płynów.
Higiena również pozostawia wiele do życzenia. Kąpiel odbywa się średnio raz na około 10 dni.
Wielokrotnie byłam świadkiem palenia papierosów w kuchni, gdzie przygotowywane są posiłki. Również pacjenci palą papierosy wewnątrz budynku. To rażące naruszenie zasad bezpieczeństwa i higieny.
Rehabilitacja jest w praktyce symboliczna. Ogranicza się do podstawowych ruchów kończyn i sporadycznego przesadzania na wózek.
Z relacji babci oraz własnych obserwacji wynika, że personel bywa nieuprzejmy, podnosi głos na podopiecznych, a sposób wykonywania czynności opiekuńczych jest często nieodpowiedni. Byłam świadkiem sytuacji, w której babcia została gwałtownie podniesiona do posiłku, co zakończyło się bólem. Przy zaawansowanej osteoporozie takie zachowanie jest szczególnie niebezpieczne.
Poważne wątpliwości budzi także kwestia rzeczy przynoszonych dla pacjentów. Zniknęły nutridrinki, jogurty i owoce, których babcia nie była w stanie samodzielnie spożyć w tak krótkim czasie. Podobnie wygląda sytuacja z lekami, których liczba się nie zgadza.
Najbardziej niepokojące jest jednak ogólne podejście do pacjentów. Brakuje empatii, uwagi i podstawowego szacunku. Niezrozumiałe jest również to, jak można umieścić wielu niesamodzielnych pacjentów na jednym poziomie bez stałej obecności personelu.
To miejsce nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa ani godnych warunków opieki.
Omijajcie szerokim łukiem ZOL przy ul. Mylnej w Łodzi. Ze względu na naszą pracę (ok. 200 dni w roku poza domem) zdecydowaliśmy tymczasowo umieścić mamę/teściową w tymże ZOLu na zasadzie komercji ,(5,5 tyś. miesięcznie).
W sobotę przed Wielkanocą zastaliśmy mamę w wymiocinach i kale. Widać było, że nie jest to sprawa sprzed chwili. Odszukaliśmy z trudem panią z personelu, która poinformowała, że pralnia jest nieczynna i nie ma możliwości zmiany pościeli. Z "dobrego serca" wskazała nam, gdzie znajdziemy podkłady i prześcieradła, co oznaczało, że nie jest zainteresowana zmianą pościeli.
Niedziela wielkanocna przyniosła większe emocje. Wieczorem otrzymaliśmy telefon z informacją, że mama upadła (osoba nie chodząca) i zostaje przewieziona do szpitala.
Poniedziałek wielkanocny przyniósł jeszcze więcej sensacji. Pani leżąca w tym samym pokoju relacjonuje nam co się stało. Mama wydostała się z niezabezpieczonego łóżka i upadła na podłogę.
Ponieważ pokój nie był wyposażony w dzwonki przywołujące personel, ona (ta pani) z innymi krzykiem próbowały przywołać kogoś z personelu. Nie będę się tu rozpisywał jak i ile osób z pensjonariuszy zaangażowanych było w pomoc leżącej na podłodze teściowej. Efektem tego było przyjście personelu po blisko 20 min. i podniesieniu mamy z podłogi. Ktoś powie zdarza się. Tak zdarza się, ale reakcja personelu jeśli nie natychmiastowa, to powinna być szybka.
Mama została przewieziona do szpitala. Po ok. 3-ch godzinach wróciła na swoje łóżko. Lekarz dyżurny w szpitalu poinformował nas, że na teraz nic się nie dzieje co nie oznacza, że za dwie, trzy doby coś dziać się może.
Jaka była reakcja właścicielki ZOLu? Oświadczyła, że nie jest w stanie zapewnić opieki naszej manie i mamy zabrać ją w trybie natychmiastowym.
Przybliżę skrót ZOL. Jest to Zakład Opiekuńczo Leczniczy. Ten zakład, który ma w swojej nazwie "Opiekuńczy" nie może zapewnić swoim podopiecznym opieki. Ale skasować od nas 5,5 tyś. zł za miesiąc nie było problemem. Dowiedziałem się też, że ok. 60-cioma procentami pensjonariuszy nikt z rodziny nie interesuje się. Stąd wytłumaczenie bezduszności i braku empatii personelu za przyzwoleniem właścicielki obiektu. Reasumując. Zainteresowałem sprawą prokuraturę rejonową po kątem braku opieki nad podopiecznymi oraz narażenia na utratę zdrowia, a nawet życia. Pani właścicielka wypowiadając umowę pewnie uważa, że na tym kończy się temat. Jakże się pomyli. Jestem człowiekiem mediów. Jedna ze stacji komercyjnych tv zrobi reportaż w tym temacie, aby ustrzec rodziny przed tym przybytkiem. Nie wykluczamy wstąpienia na drogę cywilną o słusznej wielkości, poparte obdukcją i ustaleniami prokuratury odszkodowanie. Mama przebywa teraz w jednym z prywatnych ośrodków poza Łodzią.