Pacjentka po operacjach zaćmy niemal straciła samodzielność, bo po wszczepieniu niewłaściwie dobranych soczewek widziała gorzej niż przed zabiegiem, a później musiała przejść kolejne operacje naprawcze. Okręgowy Sąd Lekarski uznał lekarza za winnego błędnego doboru soczewek i wadliwego prowadzenia dokumentacji, wymierzając mu karę pieniężną oraz upomnienie. Ostatecznie jednak Naczelny Sąd Lekarski uchylił to rozstrzygnięcie i umorzył sprawę z powodu przedawnienia, choć jednocześnie podkreślił, że nie było podstaw do całkowitego oczyszczenia lekarza z zarzutów.

Naczelna Izba Lekarska publikuje na swojej stronie orzeczenia sądów lekarskich w ramach tego, co nazywa "jawnością". W praktyce dostęp do tych rozstrzygnięć pozostaje jednak wyraźnie ograniczony - nie można ich pobrać, wydrukować ani bezpośrednio do nich linkować. Dodatkowo publikowane treści są bardzo mocno zanonimizowane - często brakuje w nich nazw miejsc, dokładnych dat i innych informacji, które pozwalałyby lepiej zrozumieć kontekst sprawy. Opisany przez nas przypadek to jedno z takich orzeczeń, wydane w 2025 roku. Uważamy, że warto pokazywać, jak w praktyce wygląda odpowiedzialność zawodowa lekarzy i przypominać, że za działania zagrażające pacjentom mogą oni ponosić poważne konsekwencje.

Skutki dla pacjenta

Po pierwszym zabiegu pacjentka zgłaszała, że prawie nie widzi na operowane oko, a po drugim mówiła już wprost, że widzi znacznie gorzej niż przed operacją i że poprawa nie następuje. W czasie jednej z wizyt kontrolnych towarzyszył jej mąż, ponieważ z powodu problemów z widzeniem nie była w stanie samodzielnie się poruszać. Dopiero w innej placówce zaproponowano reoperację i wymianę soczewek multifokalnych na jednoogniskowe, po czym pacjentka odzyskała ostrość widzenia.

Jak wyglądał przebieg wydarzeń

Pacjentka, mając skierowanie na operację zaćmy obu oczu, zrezygnowała z długiego oczekiwania na zabieg refundowany i wybrała prywatną placówkę, gdzie podczas wizyty kwalifikacyjnej zaproponowano jej soczewki wieloogniskowe zamiast standardowych. Według ustaleń sądu już na tym etapie nie wykonano części istotnych badań, w tym badania ostrości wzroku do bliży, topografii rogówki oraz badań oceniających powierzchnię oka i film łzowy, a w dokumentacji zabrakło ważnych informacji o stanie pacjentki i rodzaju wybranej soczewki.

Po pierwszej operacji pacjentka alarmowała, że niemal nie widzi na lewe oko, lecz usłyszała, że zabieg przebiegł prawidłowo, a problemy ustąpią po wszczepieniu drugiej soczewki. Po kolejnym zabiegu i następnych wizytach kontrolnych lekarz nadal uspokajał ją, że wzrok wróci z czasem, że trzeba poczekać na ustąpienie obrzęku albo na adaptację mózgu do nowych soczewek, mimo że pacjentka nadal widziała źle. Gdy poprawa nie nastąpiła, zgłosiła się do innego ośrodka, gdzie wykonano operacje naprawcze obu oczu.

Co najbardziej uderza w tej sprawie

Najbardziej uderza to, że lekarz miał informację o błonie nasiatkówkowej już w skierowaniu, a mimo to nie pogłębił diagnostyki o badanie OCT siatkówki i badanie obwodu siatkówki w trójlustrze. Właśnie ten brak pogłębionej diagnostyki miał doprowadzić do wyboru niewłaściwych soczewek wieloogniskowych, nieuzyskania oczekiwanego efektu zabiegu, powikłań w postaci otworu w plamce i konieczności reoperacji.

Ta sprawa ma też ważne tło medyczne i prawne, bo przy zmianach w siatkówce wybór soczewki musi być poprzedzony bardzo staranną kwalifikacją, a w postępowaniu zawodowym lekarzy po upływie pięciu lat od czynu karalność przewinienia ustaje. Równie alarmujące były braki w dokumentacji medycznej - brak części opisów badań, informacji z wizyt kontrolnych oraz protokołów operacyjnych - czyli danych kluczowych dla oceny, jak naprawdę przebiegało leczenie i jak reagowano na pogarszający się stan pacjentki.

Wyrok wobec lekarza

Okręgowy Sąd Lekarski uznał lekarza za winnego niewłaściwego doboru soczewek, który spowodował nieosiągnięcie oczekiwanego efektu wszczepienia soczewki multifokalnej, a także za winnego nieprawidłowego prowadzenia dokumentacji medycznej. Za pierwszy czyn wymierzył karę pieniężną w wysokości dwukrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, a za drugi karę upomnienia. Jednocześnie sąd I instancji umorzył dwa inne zarzuty z powodu przedawnienia i uniewinnił lekarza od zarzutu dotyczącego dawkowania kropli pooperacyjnych.

Po odwołaniu obrony Naczelny Sąd Lekarski uchylił jednak rozstrzygnięcie w części dotyczącej przypisanych czynów i umorzył postępowanie także w tym zakresie, uznając, że upłynął pięcioletni termin karalności. Sąd odwoławczy zaznaczył przy tym wyraźnie, że materiał dowodowy nie dawał podstaw do całkowitego oczyszczenia lekarza z zarzutów, ale po przedawnieniu jedynym dopuszczalnym rozstrzygnięciem było umorzenie.

Możesz ocenić ten artykuł: