Pacjenci oraz analitycy tracą kluczowe narzędzia pozwalające na bieżąco monitorować czas oczekiwania na pomoc medyczną w ramach NFZ. Wdrożone po cichu zmiany w systemie raportowania kolejek oraz specyficzna konstrukcja prawna Centralnej e-Rejestracji odcinają opinię publiczną od realnych danych o kondycji ochrony zdrowia. Kto zyskuje na nowej metodologii liczenia czasu oczekiwania i dlaczego weryfikacja obietnic o skróceniu kolejek stanie się wkrótce niemożliwa?

W skrócie:

  • Koniec z jawnymi kolejkami: Ministerstwo Zdrowia po cichu zlikwidowało system codziennego raportowania pierwszych wolnych terminów do lekarzy. Zastąpiono go wskaźnikiem historycznym (PCUŚ), który w wielu przypadkach pokazuje sytuację sprzed miesięcy lub lat.
  • Kardiologia już znika: Wraz z wejściem kardiologii do Centralnej e-Rejestracji (CeR), dane o terminach do tych specjalistów bezpowrotnie zniknęły z dotychczasowego, publicznego Informatora NFZ. Docelowo system obejmie kolejne dziedziny medycyny.
  • Zablokowana ścieżka otwartych danych: Przez nowelizację prawa w 2025 roku resort zdrowia zamknął dostęp do statystyk medycznych za pośrednictwem ustawy o otwartych danych i ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego, zasłaniając się troską o prywatność pacjentów. Co istotne, Ministerstwo Zdrowia zignorowało krytyczne uwagi organizacji społecznych w toku konsultacji i zataiło te zastrzeżenia przed posłami w Sejmie.
  • Systemowy trik na "skrócenie" kolejek: Nowa e-Rejestracja pokazuje pacjentom wolne terminy wyłącznie na najbliższe 40 dni. Ukrycie odległych dat uniemożliwi rzetelną analizę i sprawi, że w oficjalnych statystykach średni czas oczekiwania w Polsce wyniesie maksymalnie 40 dni - nawet jeśli w rzeczywistości na wizytę czeka się lata.
  • Koniec z korektą błędów: Z publicznego informatora usunięto funkcję zgłaszania nieaktualnych danych przez pacjentów, a w nowej Centralnej e-Rejestracji w ogóle nie przewidziano możliwości raportowania pomyłek.

Ewolucja systemu monitorowania kolejek w NFZ

W lipcu 2019 roku weszły w życie przepisy, które zmieniły zasady informowania o kolejkach i nałożyły na placówki medyczne obowiązek codziennego raportowania pierwszych wolnych terminów. Zmiany te - zainicjowane i popierane przez organizacje reprezentujące pacjentów - spotkały się jednak z oporem środowiska medycznego. Naczelna Rada Lekarska w swoim oficjalnym stanowisku wprost uznała nowe obowiązki za nieuzasadnione, a samorząd lekarski bezskutecznie próbował złagodzić przepisy w parlamencie i utrzymać dotychczasowy, cotygodniowy tryb zgłoszeń.

Mimo tych obaw system zaczął działać i na kolejnych 7 lat stał się standardem. Codzienne dane zasilały oficjalny Informator o Terminach Leczenia prowadzony przez NFZ. Dla pacjentów było to podstawowe narzędzie, które pozwalało sprawdzić rzeczywisty czas oczekiwania i wybrać placówkę z najkrótszą kolejką.

Dotychczasowe rozwiązanie nie było pozbawione wad. Informator NFZ regularnie pokazywał nieprawidłowe dane, co było szczególnie widoczne w skrajnych przypadkach - na przykład przy placówkach z nierealnie krótkim czasem oczekiwania lub przeciwnie, tam gdzie na wizytę u psychiatry dziecięcego trzeba było czekać ponad 2000 dni.

Odpowiedzialność za ten stan rzeczy w dużej mierze spoczywała na Narodowym Funduszu Zdrowia. Mimo posiadania odpowiednich narzędzi prawnych i dyscyplinujących, Fundusz nie egzekwował od placówek rzetelnego prowadzenia sprawozdawczości. Często ignorowano nawet sam fakt, że niektóre przychodnie w ogóle przestały wysyłać raporty. Wojewódzkie oddziały NFZ rzadko same dostrzegały te luki. Dopiero gdy błędy zgłaszali im zewnętrzni obserwatorzy, urzędnicy nakazywali placówkom uzupełnienie brakujących danych wstecz. Pozwalało to oddziałom raportować do centrali niemal stuprocentową realizację obowiązku.

Niezależnie jednak od tych mankamentów, w większości przypadków system spełniał swoją podstawową rolę: dawał pacjentom orientację w realnym czasie oczekiwania. Mimo to Ministerstwo Zdrowia - zamiast naprawić mechanizmy kontroli i uszczelnić dotychczasowe narzędzie - zdecydowało się na całkowitą zmianę strategii. Rezygnację z codziennego raportowania wprowadzono bez szerokiej akcji informacyjnej w mediach czy publicznych debat. Zmiana zaskoczyła nawet samych świadczeniodawców, którzy z dnia na dzień dowiedzieli się, że wieloletni obowiązek przestał obowiązywać.

Ministerstwo Zdrowia w oficjalnej odpowiedzi przesłanej do naszej redakcji wprost przyznaje, że dotychczasowy system codziennego raportowania pierwszych wolnych terminów po prostu przerastał urzędników. Resort twierdzi, że dane szybko się dezaktualizowały i prowadziły do "dezinformacji", a sama weryfikacja ich aktualności przez NFZ była "istotnie utrudniona ze względu na ich dużą skalę (...) oraz konieczność angażowania znacznych zasobów". Zamiast jednak dofinansować, uszczelnić i usprawnić państwową kontrolę, zdecydowano się na najprostsze rozwiązanie: całkowitą likwidację dotychczasowego wskaźnika.

Prognozowany czas oczekiwania na udzielenie świadczenia

W informatorze NFZ realną i bieżącą informację zastąpiono nowym parametrem: "Prognozowanym Czasem Oczekiwania na Udzielenie Świadczenia" (PCUŚ). Zgodnie z rozporządzeniami Ministra Zdrowia, sposób wyliczenia tego parametru opiera się na średniej z ostatnich miesięcy średniego czasu oczekiwania pacjentów.

Choć algorytm ma logiczną konstrukcję matematyczną, kluczowe znaczenie ma charakter danych wejściowych, czyli średnich czasów oczekiwania z ostatnich 12 miesięcy. Sam średni czas oczekiwania nie informuje bowiem o tym, ile będzie czekać pacjent zarejestrowany w danym miesiącu. Wskaźnik ten odzwierciedla jedynie czas, jaki w kolejce spędziły osoby już obsłużone w tym okresie. W praktyce oznacza to, że w wielu przypadkach uzyskany parametr mówi o stanie historycznym - sprzed wielu miesięcy, a nawet lat - co ogranicza jego przydatność do prognozowania bieżącego czasu oczekiwania dla nowych pacjentów.

Przykładowo do poradni endokrynologicznej w Regionalnym Szpitalu w Kołobrzegu od lat kolejka wynosi ponad 4 lata. Jeżeli ta kolejka od dziś zacznie się wydłużać o kilka kolejnych lat, ta zmiana w informatorze NFZ (pod postacią wskaźnika PCUŚ) widoczna będzie dopiero za 4 lata - gdy placówkę zaczną opuszczać pacjenci rejestrujący się dzisiaj. Analogiczne opóźnienie wystąpi w przypadku skrócenia się kolejki. To powoduje, że wskazany sposób "przewidywania" w wielu przypadkach będzie pacjentów zwyczajnie dezinformował na temat dostępności świadczeń.

Powyższe zmiany nie tylko dezinformują pojedynczych pacjentów, ale również uniemożliwiają szeroką ocenę stanu ochrony zdrowia - czyli analizę dostępności świadczeń w kontekście całej Polski, pozwalającą sprawdzić, czy kolejki globalnie się skracają, czy wydłużają.

Ministerstwo Zdrowia w przesłanym stanowisku przekonuje, że nowy wskaźnik będzie elastycznie odzwierciedlał zmiany, ponieważ w algorytmie zastosowano tzw. średnią ruchomą wykładniczą, która nadaje większą wagę danym z ostatniego miesiąca. Tłumaczenie to omija jednak kluczowy problem strukturalny: matematyczna modyfikacja wag nie zmienia charakteru samych danych wejściowych. Algorytm w dalszym ciągu bazuje wyłącznie na informacjach o pacjentach, którzy już odbyli wizytę i zostali wykreśleni z kolejki. Wskaźnik ten z definicji odzwierciedla więc sytuację historyczną, a nie realne warunki, z jakimi mierzą się osoby dopiero rejestrujące się w danym miesiącu. Resort zresztą sam przyznaje, że "jest to jedynie prognoza i jak każda prognoza jest obarczona błędem".

Centralna e-Rejestracja - systemowe utajnienie danych o kolejkach

Centralna e-Rejestracja (CeR) to nowa funkcjonalność w ramach Internetowego Konta Pacjenta, projektowana jako ogólnokrajowy system umożliwiający zapisy na świadczenia medyczne drogą elektroniczną. Od lipca za pośrednictwem CeR na wizyty umawiają się pacjenci poradni kardiologicznych. Konsekwencją tego kroku jest jednoczesne zniknięcie statystyk dotyczących kardiologii z dotychczasowego Informatora o Terminach Leczenia NFZ. Docelowo system e-rejestracji ma objąć kolejne specjalizacje i obszary opieki zdrowotnej.

Teoretycznie CeR ma stanowić nowoczesne narzędzie ułatwiające pacjentom wyszukiwanie wolnych terminów. W praktyce jednak mechanizm ten drastycznie ogranicza transparentność. Aby w ogóle sprawdzić czas oczekiwania do konkretnego specjalisty, obywatel musi najpierw zalogować się do systemu przy użyciu profilu zaufanego oraz dysponować aktywnym, wystawionym już przez lekarza skierowaniem. Bez spełnienia tych kryteriów system całkowicie blokuje możliwość weryfikacji dostępności świadczeń.

Ograniczenia te wykraczają jednak daleko poza sam interfejs pacjenta. CeR została formalnie zintegrowana z tzw. "Systemem P1". Na mocy ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia automatycznie wyłączyło to zawarte w niej dane z reżimu ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wyłączenie to wprowadzono jeszcze zanim powstał projekt CeR i uzasadniano je wówczas troską o prywatność pacjentów - pierwotnie na platformie P1 przetwarzana była bowiem indywidualna historia leczenia. Ówczesne uzasadnienie traci jednak merytoryczny sens w momencie, gdy w systemie zaczynają być przetwarzane dane o charakterze publicznym, czyli informacje o ogólnej dostępności wolnych terminów u świadczeniodawców.

Kolejki z Centralną e-Rejestracją - tajne ze względu na prywatność pacjentów?

Zamiast wycofać się z tych nieadekwatnych regulacji, Ministerstwo Zdrowia, nowelizując prawo w 2025 roku, doprowadziło do jeszcze szerszych restrykcji w dostępie do informacji publicznej. Resort zdecydował się zamknąć alternatywną ścieżkę pozyskiwania danych, jaką dawała dotychczas ustawa o otwartych danych i ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego.

Gdy projekt tych zmian trafił do Rządowego Centrum Legislacji (RCL), w ramach konsultacji społecznych krytyczne stanowisko wyraziła m.in. Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Reprezentujący organizację radca prawny Piotr Sołowiej podnosił w oficjalnej opinii, że projektowane restrykcje są arbitralne i pozbawione merytorycznego uzasadnienia. Całkowite wyłączenie systemów medycznych spod tych regulacji uznano za bezpośrednie uderzenie w transparentność i rozwój społeczeństwa informacyjnego.

Mimo jednoznacznie krytycznych uwag zgłoszonych w toku konsultacji, Ministerstwo Zdrowia skierowało projekt zmian do Sejmu. Przed parlamentarzystami zatajono jednak kluczowe zastrzeżenia dotyczące jawności informacji, nie przedstawiając posłom krytycznych opinii dotyczących ograniczenia dostępności danych. Zamiast tego w Ocenie Skutków Regulacji resort zdrowia powołał się na strategiczny charakter systemów teleinformatycznych oraz względy związane z sytuacjami kryzysowymi i obronnością państwa. W uzasadnieniu szeroko opisano m.in. negatywne doświadczenia z pandemii COVID-19 oraz chaos informacyjny na linii szpitale - zespoły ratownictwa medycznego Aktualizacja: Jak wynika z oficjalnego uzasadnienia do ostatecznie uchwalonego druku sejmowego, projektodawca przyjął odmienną argumentację. Resort wskazał, że całkowite wyłączenie systemów medycznych spod reżimu jawności ma na celu zapewnienie "wysokich standardów przetwarzania danych osobowych". Ministerstwo ani słowem nie odniosło się do faktu, że nowe przepisy trwale zablokują dostęp do informacji o dostępności świadczeń medycznych. Zaproponowane przez resort zdrowia zmiany zostały zaakceptowane przez parlamentarzystów, tym samym statystyki dotyczące czasu oczekiwania na zwykłą wizytę u specjalisty, stały się de facto tajemnicą państwową.

Absurdalność tego rozwiązania staje się jeszcze bardziej jaskrawa w zderzeniu z dotychczasową polityką transparentności Narodowego Funduszu Zdrowia. Te same dane dotyczące kolejek były przecież dotąd upubliczniane w ramach unijnego projektu "Otwarte dane – dostęp, standard, edukacja". W jego strukturach NFZ udostępnia otwarty interfejs programistyczny (API), który umożliwia zewnętrznym podmiotom, analitykom i dziennikarzom automatyczny odczyt informacji zawartych w Informatorze o Terminach Leczenia. Trudno znaleźć merytoryczne uzasadnienie dla faktu, że publikacja wolnych terminów do poradni kardiologicznej ma rzekomo naruszać standardy ochrony danych osobowych pacjentów, podczas gdy analogiczne dane - na przykład dotyczące kolejek do dermatologa czy okulisty - pozostają jawne i powszechnie dostępne. Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi dla naszej redakcji wprost zadeklarowało, że nie prowadzi prac nad udostępnieniem danych z CeR w formule publicznego API. Resort argumentuje to tym, że informacje o wolnych terminach w e-rejestracji zmieniają się dynamicznie w czasie rzeczywistym, co mogłoby prowadzić do prezentowania nieaktualnych danych. Tłumaczenie to stoi jednak w sprzeczności z samą metodologią działania systemu. Zgodnie z przepisami, system e-rejestracji raz dziennie dokonuje pełnej symulacji i oblicza dobowy, statyczny wskaźnik prognozowanego czasu oczekiwania dla każdego świadczeniodawcy. Skoro algorytmy ministerstwa i tak codziennie agregują te dane na potrzeby własnych wyliczeń, argument o barierach technicznych związanych z "czasem rzeczywistym" traci uzasadnienie. Brak otwartego API oznacza odcięcie opinii publicznej od bazy danych, którą system i tak raz na dobę precyzyjnie podsumowuje.

Niezależnie od barier w powszechnym dostępie do danych, kluczową wadą Centralnej e-Rejestracji jest sam zakres prezentowanych przez nią informacji. System został zaprojektowany w taki sposób, aby wyświetlać pacjentom wyłącznie wolne terminy przypadające na najbliższe 40 dni. Co niezwykle istotne, Ministerstwo Zdrowia potwierdziło naszej redakcji, że ograniczenie to nie wynika z braku danych w systemie. Świadczeniodawcy mają bowiem ustawowy obowiązek przekazywania harmonogramów do bazy centralnej na co najmniej 3 miesiące wprzód. Państwo prawdopodobnie dysponuje więc pełną wiedzą o tym, że w Szpitalu Specjalistycznym w Pile rzeczywisty czas oczekiwania na wizytę u kardiologa przekracza obecnie dwa lata. Przed obywatelem te odległe terminy są jednak celowo ukrywane, co resort tłumaczy mgliście "rozwiązaniem funkcjonalnym" mającym zapewnić "elastyczne zarządzanie kolejkami". Wprowadzone ograniczenie techniczne niesie za sobą poważne konsekwencje analityczne: globalna ocena tak okrojonych danych z całego kraju doprowadzi do drastycznego zafałszowania statystyk, dając złudny, z góry zaprogramowany wynik, według którego średni czas oczekiwania do lekarza specjalisty wynosi maksymalnie 40 dni.

Paraliż społecznej kontroli - koniec ze zgłaszaniem błędów

Modyfikacja polityki informacyjnej wokół publicznej ochrony zdrowia uderzyła w jeszcze jeden, niezwykle istotny element kontroli społecznej. Wraz z wdrożeniem nowych rozwiązań, z informatora NFZ usunięto funkcję umożliwiającą użytkownikom bezpośrednie zgłaszanie nieprawidłowości w publikowanych danych. Dotychczas obywatele mogli w prosty sposób sygnalizować błędy, które dotyczyły nie tylko samych terminów, ale również nieaktualnych danych teleadresowych czy innych uchybień formalnych.

Praktyka pokazuje, że to właśnie interwencje pacjentów oraz zewnętrznych obserwatorów wymuszały na urzędnikach porządkowanie baz danych. Narodowy Fundusz Zdrowia rzadko z własnej inicjatywy weryfikował status placówek - zdarzało się, że przychodnie, którym wygasły kontrakty, widniały w wyszukiwarce jako aktywne i były z niej usuwane dopiero po zgłoszeniach od sfrustrowanych pacjentów. Likwidacja tego prostego kanału komunikacji rodzi uzasadnione obawy, że publikowane dane będą sukcesywnie tracić na aktualności, a błędów nikt nie będzie korygował. Co kluczowe, w nowo wdrażanym systemie Centralnej e-Rejestracji nie przewidziano ani nie planuje się wprowadzenia analogicznej funkcjonalności, która pozwalałaby pacjentom na bieżąco zgłaszać nieprawidłowości i weryfikować jakość prezentowanych danych.

Brak numeru telefonu do poradni w Czerniejewie - informator ITL NFZ Do Czerniejewa się nie dodzwonisz - Informator o Terminach Leczenia na dzień 08.07.2026 r. Nieprawidłowy adres poradni kardiologicznej - CeR W Chełmie Śląskim nie ma ulicy Chełm Śląski (poradnia jest na ul. Imielińskiej) - CeR na dzień 07.07.2026 r.

Naruszenie praw pacjenta?

Opisane przekształcenia w systemie raportowania oraz utajnianie rejestrów wywołują poważne wątpliwości natury prawnej. Wprowadzone ograniczenia mogą w istotnym stopniu naruszać ustawowe prawa pacjenta - w szczególności prawo do rzetelnej informacji o rodzaju i zakresie udzielanych świadczeń zdrowotnych - oraz realnie utrudniać korzystanie z konstytucyjnego prawa do ochrony zdrowia. Mimo to, instytucje powołane do stania na straży interesów chorych wydają się bezkrytycznie popierać kierunek zmian.

W przestrzeni publicznej brakuje krytycznej refleksji ze strony organów nadzorczych. Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Chmielowiec, w swoich oficjalnych wypowiedziach jednoznacznie staje po stronie administracji rządowej, pomijając problem utraty transparentności: "Centralna e-rejestracja to realna zmiana z perspektywy pacjenta. Ułatwia dostęp do świadczeń, zwiększa przejrzystość systemu i daje równe szanse wszystkim - niezależnie od miejsca zamieszkania. To rozwiązanie, które wzmacnia prawa pacjenta do szybkiej i dostępnej opieki zdrowotnej".

Nasza redakcja zwróciła się do Wydziału Komunikacji Biura Rzecznika Praw Pacjenta z prośbą o komentarz w sprawie systemowego ograniczenia jawności danych o kolejkach i zablokowania dostępu do nich dla opinii publicznej. Do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy jednak żadnej odpowiedzi.

Znaczenie wskaźników czasu oczekiwania w debacie publicznej

Dostęp do rzetelnych danych o czasie oczekiwania na pomoc medyczną nie jest jedynie teoretycznym postulatem analityków czy udogodnieniem dla pacjentów. Transparentność w tym obszarze ma bezpośredni wpływ na decyzje o wyborze placówki, co w realiach publicznej ochrony zdrowia nierzadko decyduje o powodzeniu terapii i stanie zdrowia chorych. Ograniczanie tego dostępu, zwłaszcza gdy motywowane jest chęcią osiągnięcia doraźnych zysków politycznych, budzi głęboki sprzeciw i nosi znamiona systemowego działania na szkodę obywateli.

Wycofanie transparentnych wskaźników i utajnienie rejestrów uderza bowiem w sam fundament kontroli społecznej nad działaniami władzy. Dotychczas statystyki pozwalały na bieżąco weryfikować prawdomówność polityków oraz realny wpływ reform na kondycję systemu. Gdy w trakcie minionych kampanii wyborczych ówczesny premier Mateusz Morawiecki deklarował sukces w skracaniu kolejek, dziennikarze byli w stanie natychmiast wykazać, że oficjalne zapewnienia rozmijają się z faktami.

Publikacja faktu weryfikująca deklaracje premiera Mateusza Morawieckiego nt. kolejek do lekarzy/



Podobny mechanizm weryfikacji działa dzisiaj, gdy ocenia się skutki decyzji rządu z kwietnia 2026 roku o przywróceniu limitów finansowania badań kosztochłonnych. Dzięki wciąż jeszcze dostępnym, dotychczasowym metodom raportowania czasu oczekiwania, opinia publiczna może obecnie - zaledwie po kilku miesiącach od wprowadzenia tych restrykcji - naocznie przeanalizować ich rzeczywisty, negatywny wpływ na dostępność diagnostyki.

Wzrost mediany czasu oczekiwania na rezonans magnetyczny w 2 kwartale 2026 r. Wzrost mediany czasu oczekiwania na rezonans magnetyczny w 2 kwartale 2026 r.

Wdrożenie nowej metodologii oraz pełna migracja danych do zamkniętego systemu Centralnej e-Rejestracji trwale zablokują taką możliwość. W efekcie, podczas kolejnych kampanii wyborczych, premier Donald Tusk oraz przedstawiciele obozu władzy będą mogli składać dowolne deklaracje dotyczące poprawy dostępności do leczenia, mając świadomość, że ich słowa nie zostaną skonfrontowane z twardą rzeczywistością. Zastąpienie realnej transparencji polityką informacyjną opartą na nieużytecznych algorytmach i zasłanianiu się ochroną danych osobowych z pewnością nie jest zmianą na lepsze - to krok w stronę państwa, które zamiast rozwiązywać kryzysy strukturalne, woli ukryć je przed wzrokiem własnych obywateli.

Aktualizacja, 09.07.2026 r., godz. 13:30:

W pierwotnej wersji tekstu błędnie wskazaliśmy, że ograniczenie dostępu do otwartych danych medycznych wprowadzono w ramach druku sejmowego nr 1560. Zmiany te zostały faktycznie uchwalone w ramach druku nr 2460. W oficjalnym uzasadnieniu tego projektu również całkowicie pominięto krytyczne uwagi strony społecznej, a odebranie obywatelom dostępu do statystyk uzasadniono "troską o zachowanie wysokich standardów przetwarzania danych osobowych".

Możesz ocenić ten artykuł: