Termin stres bojowy opisuje szereg reakcji psychofizycznych organizmu związanych z udziałem w działaniach wojennych. Jego najbardziej typowym następstwem jest PTSD, czyli zespół stresu pourazowego z nawracającymi wspomnieniami traumatycznych wydarzeń, koszmarami, drażliwością czy niechęcią do kontaktu z ludźmi.

Stres bojowy - reakcja na ciągłe zagrożenie życia

– Stres to normalna reakcja organizmu na sytuację. Problem zaczyna się, gdy ta sytuacja nas przerasta. Każdy ma własny obszar adaptacyjny i u każdego inny bodziec może wywołać załamanie równowagi psychicznej - mówi kierownik Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie ppłk dr Radosław Tworus.

Jak dodaje, określenie "stres bojowy" opisuje stres związany z udziałem w działaniach wojennych. - To pojęcie bardziej literackie, nie ma go w żadnej klasyfikacji medycznej - dodaje psychiatra.

Wyróżnikiem stresu bojowego jest ciągłe zagrożenie życia: w strefie działań bojowych w każdej chwili może zdarzyć się ostrzał bazy, atak podczas patrolu lub wybuch miny-pułapki. Żołnierzy stresuje też rozłąka z rodziną, a przeżycia potęgują niepokojące wieści z kraju - o chorym dziecku czy braku prądu w mieszkaniu.

– Ten stres może doprowadzić do rozregulowania stanu psychicznego - wyjaśnia ekspert. Może skutkować minimalnymi problemami: zwiększoną drażliwości i irytacją. Może też pozostawić trwałe skutki, jak zaburzenia lękowe, stany depresyjne i zaburzenia snu.

PTSD nie można przeciwdziałać

Skutkiem stresu bojowego może też być PTSD (ang. posttraumatic stress disorder). - W różnych okolicznościach niespodziewanie w naszej głowie odtwarzamy obrazy, przypominamy sobie szczegóły zdarzeń, a właściwie widzimy je tak, jakbyśmy znowu brali w nich udział. Mimo że tego nie chcemy, to się wkrada do naszej głowy - wyjaśnia dr Tworus.

Objawem zespołu stresu pourazowego mogą być też sny związane z traumatycznym zdarzeniem. Może pojawić się drażliwość, nadpobudliwość, albo przeciwnie - zamknięcie się w sobie i niewychodzenie z domu. Pojawiają się również kłopoty z adaptacją do życia w kraju.

Jak mówi psychiatra, PTSD nie można przeciwdziałać. Nie do końca sprawdza się przygotowywanie do ekstremalnych przeżyć, bo nigdy do końca nie wiadomo, co człowieka czeka na misji i co okaże się jego słabym punktem.

PTSD dotyka nie tylko żołnierzy. Mogą się z nim borykać np. ofiary wypadków drogowych.

Leczenie: psychoterapia plus leki

Według szacunków lekarzy z WIM problemy ze zdrowiem psychicznym ma ok. 10 proc. żołnierzy wracających z misji. Od 2005 r. w klinice na Szaserów przeprowadzono ponad 500 hospitalizacji, niektórzy pacjenci trafiali tam kilka razy. Od kilkunastu miesięcy wojskowi stanowią połowę pacjentów kliniki.

PTSD stwierdzono u ponad 30 proc. pacjentów-weteranów misji, pozostali mieli inne zaburzenia - w ekstremalnych przypadkach nawet psychozy.

Jak mówi dr Tworus, leczenie PTSD to skomplikowany proces. Łączy się leczenie farmakologiczne z psychoterapią, proporcje zależą od tego, które objawy są bardziej nasilone. Nie da się jednak obyć bez leków, które np. stabilizują sen, zmniejszają drażliwość czy likwidują objawy lęku.

Wojskowa klinika leczy pacjentów etapami. Najpierw jest cykl diagnostyczny, potem - przy klasycznym PTSD - dwa lub trzy cykle psychoterapeutyczne po sześć tygodni.

– Najdłużej hospitalizowany pacjent łącznie spędził u nas prawie rok z bardzo ciężkimi zaburzeniami, ale mimo że pierwotnie miał być uznany za niezdolnego do służby, po leczeniu do niej wrócił, założył rodzinę, a niedawno dostał się do szkoły podoficerskiej - kończy dr Tworus.

Możesz ocenić ten artykuł: