Pacjent kojarzy igły przede wszystkim z bólem, pobraniem krwi i badaniami, tymczasem dla pielęgniarek igła oznacza ryzyko zranienia, z bardzo poważnymi skutkami. Co roku w szpitalach w Europie dochodzi do ponad miliona zakłuć wśród pracowników medycznych.

Aż 75 proc. zranień i zachlapania krwią zdarza się podczas wykonywania czynności związanych z opieką nad pacjentem. Każde zakłucie to potencjalne niebezpieczeństwo zakażenia ponad 30 patogenami. Najniebezpieczniejsze z nich to te, które są przenoszone poprzez krew, takie jak wirus HIV oraz wirusy wywołujące zapalenie wątroby typu B lub C.

W pośpiechu i stresie

Dlatego nie należy popędzać ani tym bardziej stresować pielęgniarek, gdy posługują się igłami oraz innymi ostrymi narzędziami medycznymi. Bo – jak tłumaczy Dorota Kilańska z Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego - pielęgniarki najczęściej popełniają błędy, kiedy pracują w pośpiechu i w silnym stresie.

Z danych przytoczonych podczas IV Szczytu European Biosafety Network wynika, że w europejskich szpitalach co roku na 100 łóżek szpitalnych przypada od 12 do 30 zakłuć. To bardzo dużo, spore jest zatem ryzyko, że dojdzie do zakażenia jakimś drobnoustrojem.

Trzeba sprawdzić każde zranienie

Pielęgniarki jednak na ogół nie przyznają się do zranień. Aż 78 proc. przypadkowo zakłutych osób nikomu tego nie zgłasza. Dorota Kilańska uważa, że pielęgniarki nie chcą robić sobie dodatkowych kłopotów, nie chcą też narazić się na posądzenie o nieudolność.

Procedury nakazują natomiast, żeby sprawdzić każde zranienie i jak najszybciej wykonać badania, czy nie doszło do zakażenia. Gdy się to potwierdzi, konieczne jest odpowiednie leczenie. Można np. zastosować leki zmniejszające ryzyko rozwinięcia w organizmie zakażenia.

Bezpieczny sprzęt

Do zakłuć dochodzi podczas zabiegów, ale również w trakcie ponownego zakładania osłonek na igły. - To odruchowe postępowanie pochodzące z dawnych czasów, gdy igły były pakowane do worków i chodziło o to, żeby się nie zranił personel zajmujący się ich usuwaniem – twierdzi Dorota Kilańska. Niektóre pielęgniarki nadal to jednak robią - w niektórych placówkach na terenie Unii nie ma wciąż całkowitego zakazu zakładania osłonek.

Poza tym w wielu szpitalach nadal są kłopoty z dostępem do bezpiecznego sprzętu, czyli takiego, który osłania, tępi bądź wciąga igłę zaraz po użyciu.

Z sondażu przeprowadzonego wśród 7 tys. pielęgniarek Unii Europejskiej wynika, że aż 30 proc. ankietowanych twierdziło, że podczas wykonywania obowiązków nie miało styczności z takim sprzętem. 70 proc. korzystało z niego, ale tylko w niektórych zabiegach.

Jak zauważa specjalista chorób zakaźnych prof. Andrzej Gładysz z Wrocławia, w Skandynawii takie praktyki są niedopuszczalne. Już w latach 80. XX w. wprowadzano tam bezpieczniejszy sprzęt nawet wtedy, gdy nie był on w pełni wyeksploatowany.

Zasada podwójnych rękawic

Od 27 czerwca 2013 r. w Polsce obowiązuje rozporządzenie ministra zdrowia ws. bezpieczeństwa i higieny pracy przy wykonywaniu prac związanych z narażeniem na zranienia ostrymi narzędziami używanymi podczas procedur medycznych. Nakłada ono obowiązek stosowania wszelkich dostępnych środków eliminujących tego rodzaju zranienia oraz udostępniania sprzętu ze specjalnymi zabezpieczeniami.

Zranienia to jednak przede wszystkim błąd ludzki, nie wyeliminują go żadne regulacje prawne. Potrzebne są zatem środki zapobiegawcze i szkolenia personelu. Według prof. Gładysza, założenie podwójnych rękawic podczas szczególnie krwawych zabiegów aż o 68 proc. zmniejsza ryzyko zakażenia personelu medycznego.

Możesz ocenić ten artykuł: