Stacjonujące od 10 lat na mazurskich jeziorach karetki wodne udzieliły pomocy tysiącom żeglarzy. Lekarze interweniują w najróżniejszych przypadkach: od ugryzień pszczół i szerszeni, po zawały i udary. Numer do MOPR to 601 100 100.

Karetki wodne stacjonują na mazurskich jeziorach od początku czerwca do końca września. - W tym czasie po jeziorach żegluje najwięcej ludzi, szacuje się, że nawet 40–50 tys. dziennie. To średniej wielkości miasteczko. A jak wiadomo, w takim tłumie zdarzają się najróżniejsze kłopoty zdrowotne – mówi rzecznik prasowy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (MOPR) Jarosław Sroka.

W ostatnich latach karetki wypływały do chorych ponad 300 razy rocznie, np. w 2012 roku interweniowały 320 razy, w 2013 roku - 303 razy. Pomoc jest bezpłatna.

Zasady działania karetek

Karetki wodne to specjalistyczne łodzie wyposażone w sprzęt medyczny i urządzenia potrzebne przy transporcie chorego do szpitala. Pracują na nich zarówno ratownicy medyczni jak i lekarze. Są to osoby nie tylko z Mazur - wielu lekarzy od lat "zaklepuje" sobie latem dyżur na jeziorach. Ratownikami są też pracownicy MOPR, którzy świetnie znają mazurskie akweny.

– Bo nie wystarczy wiedzieć, jak uratować człowieka, trzeba też wiedzieć, jak szybko i bezpiecznie do niego dotrzeć – mówi Sroka.

Karetki wodne stacjonują na Mazurach w czterech bazach: Giżycku (tu jest główna baza MOPR), Skłodowie koło Sztynortu (północna część Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich), Rynie (środek Szlaku) i Wierzbie (okolice jeziora Śniardwy). Takie ich rozlokowanie sprawia, że w każde miejsce na mazurskich jeziorach karetka dociera w kilka-kilkanaście minut.

– O wysłaniu karetki wodnej każdorazowo decyduje dyżurny MOPR. To do niego trzeba zgłaszać informacje o zdarzeniu na jachtach. Dyżurny wie, która karetka stoi w porcie, a która pracuje w terenie – mówi Sroka.

Od zawału do ukąszenia

Ratownicy wodnych karetek interweniują w ciężkich przypadkach np. zawałów serca, wylewów krwi czy udarów. Załogi transportują wówczas chorych do najbliższego portu i wzywają pogotowie lotnicze, które następnie przewozi pacjentów do specjalistycznych szpitali.

Jak podkreśla Sroka, każdorazowo zespół karetki decyduje, czy poszkodowanemu wystarczy pomoc udzielona na miejscu, czy konieczna jest hospitalizacja. Jak dodaje, w 2013 roku do szpitali trafiło 84 pacjentów karetek wodnych.

Często interwencje dotyczą złamań i skręcenia kończyn. Nierzadko ratownicy udzielają pomocy osobom, które uderzył w głowę bom. - Takie urazy bywają bardzo poważne, zwykle poszkodowani są transportowani do szpitala – przyznaje Sroka.

Zdarzają się też przypadki udarów cieplnych oraz interwencje z powodu ataku pszczół i szerszeni. Ludzie pokąsani przez te owady reagują czasami ostrą alergią - zaczynają puchnąć, miewają kłopoty z oddychaniem.

Interwencje karetek wodnych dotyczą też ataków padaczkowych oraz ostrych stanów cukrzycowych. - Warto, by załoga pływająca z taką chorą osobą wiedziała, czy i jakie leki przyjmuje pacjent – podpowiada Sroka.

Możesz ocenić ten artykuł: