Rodzice autystycznych dzieci próbują różnych metod leczenia, by pomóc swemu dziecku. Psychologowie ostrzegają, że należy je starannie dobierać, bo wiele z nich jest wciąż niedostatecznie sprawdzonych.

Zosia miała trzy lata, gdy psycholog z fundacji Synapsis wykrył u niej autyzm. Jej rodzice postanowili, że sięgną po wszelkie możliwe metody terapii. Poddali ją dogoterapii, hipoterapii oraz delfinoterapii. Przekonywali, że każda z nich przynosiła pewien postęp, takie przynajmniej odnieśli wrażenie. Po dziesięciu sesjach z delfinami – twierdzili - ich córka zaczęła żywo reagować, śmiać się, coraz więcej mówić. Nastąpiła zatem poprawa. Pytanie tylko czy faktycznie była to zasługa zastosowanych terapii?

Najbardziej polecana - terapia behawioralna

Swoje wątpliwości wyrażali specjaliści z Polski i zagranicy podczas dwudniowego VIII Sympozjum Naukowego Polskiego Towarzystwa Psychologii Behawioralnej, które odbyło się w Warszawie. Przestrzegali przed edukacyjno-terapeutycznymi metodami, które nie mają potwierdzonej efektywności.

Psychologowie powołują się na opublikowany w 2009 r. raport Narodowego Centrum Autyzmu w USA, z którego wynika, że w leczeniu tego schorzenia udowodnioną efektywność ma 30 proc. metod edukacyjno-terapeutycznych. Są to metody, w których wykorzystuje się teorię uczenia się, według której nawet u chorego dziecka można wzmacniać pożądane zachowania, a wygaszać te, które są nieprawidłowe. Im bardziej taki maluch się przystosuje, tym bardziej będzie samodzielny i niezależny. A to głównie chodzi.

Terapię behawioralną rozpoczyna się od wykształcenia u dziecka podstawowych umiejętności, takich jak utrzymywanie kontaktu wzrokowego, wykonywanie poleceń słownych czy opanowanie nawyku prawidłowego jedzenie. Zaleca się je szczególnie u dzieci do trzeciego roku życia, bo dają u nich najlepsze efekty.

Terapie wątpliwe i szkodliwe

A co z pozostałymi metodami, często mocno reklamowanymi? Specjaliści nie twierdzą, że są one całkowicie nieskuteczne i nieprzydatne. Dr Monika Suchowierska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie wyjaśnia, że 60 proc. terapii wykazuje obiecujące działanie, ale wciąż jest za mało dowodów, by można im było w pełni ufać.

Pozostałych 10 proc. metod nie badano, nic zatem nie wiadomo o ich efektywności. Zdaniem dr Suchowierskiej nie można wyrokować, że całkowicie nie działają, ale też nic nie wiemy o ich skuteczności, a często są to zalecane metody. Wśród nich są takie terapie jak trening słuchowy, integracje sensoryczne oraz diety. Za wiele z nich rodzice muszą słono płacić, a nie ma pewności, czy są to pieniądze dobrze wydane.

Niektóre metody mogą być szkodliwe. Dr Suchowierska zalicza do nich terapię chelatacyjną, polegającą na usuwaniu z organizmu chorego trujących metali ciężkich, a także takie, w których autystycznemu dziecku podaje się hormony lub mega dawki witamin.

Wszelkie niesprawdzone terapie bazują na tym, że nie wszystko jeszcze wiadomo o autyzmie, np. co powoduje to zaburzenie i dlaczego głównie chorują chłopcy. Choroba ta rozwija się w okresie życia płodowego i jest związane z mutacjami genetycznymi oraz nieprawidłowościami w funkcjonowaniu mózgu, a także pewnymi, jeszcze nieznanymi, czynnikami środowiskowymi.

Możesz ocenić ten artykuł: