Nie bój się, że w trakcie reanimacji złamiesz nieprzytomnemu żebra albo go posiniaczysz. Lepiej, by chory odniósł takie obrażenia, niż umarł przez to, że nic nie zrobiłeś, by mu pomóc – mówią lekarze medycyny ratunkowej.

Dr Rakesh Jalali, który kieruje katedrą medycyny ratunkowej na wydziale medycznym olsztyńskiego uniwersytetu uważa, że wiele osób ze strachu nie reaguje na widok nieprzytomnego leżącego na ulicy.

– Statystyki pokazują, że działania na miejscu zdarzenia, w którym mamy do czynienia z osobą nieprzytomną podejmuje od 3 do 16 proc. ludzi. To bardzo mało, bo np. w Holandii jest to 61 proc. – mówi dr Jalali.

Trzeba szkolić młodzież

Według statystyk ludzie nie podejmują pomocy wobec nieprzytomnych, bo boją się, że wyrządzą im krzywdę. Brak im umiejętności udzielania pomocy; nie wiedzą dokładnie, co mają robić.

– Ale te statystyki mówią też, że w Polsce nie ma społecznie ugruntowanego przekonania o konieczności udzielania pierwszej pomocy i to warto zmienić – zauważa dr Jalali, który w Olsztynie zainicjował akcję nauki udzielania pierwszej pomocy w szkołach gimnazjalnych.

Najpierw przeszkoleni zostaną nauczyciele (oprócz szkolenia technicznego będą mogli uczestniczyć w seminariach medycyny ratunkowej), a następnie młodzież. Jeśli projekt się sprawdzi, będzie systematycznie wdrażany w kolejnych szkołach w Olsztynie i regionie.

Zdaniem Jalali szkolenie młodzieży jest najlepszą metodą, ponieważ młodzi ludzie łatwiej niż dorośli przyswajają odpowiednie modele działania. - Gdy wyrobią w sobie przekonanie, że mają wpływ na to, czy ktoś będzie żył, ich zachowanie będzie ukierunkowane na pomoc innym. Mam też nadzieję, że młodzież przekaże tę wiedzę swoim bliskim: rodzicom, ciotkom, wujkom – mówi dr Jalali.

W rozmowie lekarz przywołał statystyki z Danii, gdzie 10-letni program edukacyjny w zakresie udzielania pierwszej pomocy przyniósł trzykrotną poprawę w zakresie podejmowania pomocy wobec innych.

Warto nauczyć się pomagać

Zdaniem lekarza każdy powinien nauczyć się resuscytacji. Z danych przekazanych portalowi wynika, że co roku w Polsce nagłe zatrzymanie krążenia dotyka 80 tys. ludzi. Epizod ten przeżywa zaledwie od 5 do 15 proc. pacjentów.

– Trzeba pamiętać, że efektywna resuscytacja na miejscu zdarzenia podwaja szansę pacjenta na przeżycie – mówi lekarz. Dlatego - jak podkreśla - każdy powinien wiedzieć, jak należy prowadzić masaż serca. - Nie należy się bać uciskania klatki piersiowej. W takich sytuacjach nie ma co panikować, trzeba działać – radzi Jalali.

Jak ocenia, ideałem byłaby powszechna umiejętność posługiwania się defibrylatorami, które są już dostępne w urzędach czy supermarketach.

– Warto wyrobić sobie nawyk zauważania tabliczek informujących, gdzie w danym miejscu znajduje się defibrylator. Zdarza się bowiem, że gdy nagle ktoś traci przytomność, a nikt z otoczenia nie wie, gdzie jest defibrylator, choć jest on naprawdę blisko – mówi lekarz.

Dr Jalali przyznaje, że coraz częściej spotyka sytuacje, w których to młodzi ludzie ratują komuś życie. Np. nastolatka spod Olsztyna uratowała niemowlaka, ponieważ odpowiednio go ułożyła, wezwała pomoc i rozpoczęła masaż serca.

Możesz ocenić ten artykuł: