Nie ma lepszego sposobu na otyłość olbrzymią niż operacje bariatryczne, pozwalają uzyskać lepsze efekty niż leki - przekonują specjaliści.

Operacje cofają skutki otyłości, poprawia się też jakość życia pacjenta. W 90 proc. przypadków ustępuje cukrzyca, wydłuża się życie i ustępuje depresja, jaka często towarzyszy otyłości olbrzymiej. Następują korzystne zmiany w organizmie - poprawia się sprawność mięśnia sercowego, które jest mniej obciążone i ulega samoistnej przebudowie. Zmienia się też wydzielanie hormonów produkowanych w obrębie przewodu pokarmowego, które decydują o tym, kiedy i co jemy.

Jaka skuteczność?

Skuteczność operacji bariatrycznych jest nieporównywalna. Pomagają one 80-90 proc. osób z otyłością olbrzymią, podczas gdy leczenie zachowawcze, polegające na przestrzeganiu odpowiedniej diety i zwiększeniu aktywności fizycznej, daje trwałe efekty jedynie u 5 proc. chorych.

Jak twierdzi prof. Mariusz Wyleżoł, kierownik kliniki chirurgii Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w Warszawie, leczenie tych osób jedynie zmianą stylu życia i lekami można porównać do próby leczenia nowotworu ziołami.

Zdarza się, że u osób, które ważą 120 kg, udaje się metodami zachowawczymi zredukować masę ciała do 90 kg. Nie zawsze jednak udaje się utrzymać wagę. Osoby te znów tyją, nierzadko bardziej niż przed kuracją. Po roku, najpóźniej dwóch latach znów ważą 120 kg, a potem dalej przybierają na wadze, dochodząc do 130 kg, a czasami nawet więcej.

"Wtedy okazuje się, że operacja jest już koniecznością, ale kłopot polega na tym, że przy większej masie ciał jest ona bardziej ryzykowna" - podkreśla prof. Wyleżoł.

Jak zapewnia prof. Krzysztof Paśnik, kierownik kliniki chirurgii ogólnej, onkologicznej, metabolicznej i torakochirurgii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, ryzyko operacji bariatrycznej jest niewielkie. Tylko u 1 proc. operowanych dochodzi do zgonu z powodu powikłań. Zwykle jednak nie są one skutkiem samej operacja, lecz licznych komplikacji wynikających z otyłości.

Kto się kwalifikuje?

Chirurgia bariatryczna polega na zastosowaniu metod, których celem jest ograniczenie przyjmowania jedzenia (przez zmniejszenie pojemności żołądka) lub wyłączenie części układu pokarmowego z procesu wchłaniania i przyswajania pokarmów (np. wycinanie części żołądka i skracanie drogi dla pokarmu przez jelita).

Takie leczenie zalecane jest osobom w wieku 18-60 lat ze wskaźnikiem masy ciała BMI przekraczającej 40 punktów (jest to tzw. otyłość III stopnia). Chirurdzy bariatryczni przekonują jednak, że należy je wykonywać również u osób ze wskaźnikiem 35 (czyli z otyłością II stopnia). Bo również u nich powstają już powikłania otyłości, takie jak cukrzyca i choroba wieńcowa. W ogóle rzadko się zdarza, żeby nie cierpiały one na żadne schorzenia towarzyszące.

W Polsce jest od 300 do 600 tys. osób ze wskaźnikiem BMI powyżej 40 punktów, a tych, u których przekracza on 35 punktów, aż 1,5 mln. Jeśli nawet przyjąć, że tylko osoby z otyłością III stopnia wymagają operacji bariatrycznej, daje to i tak ogromną liczbę co najmniej 300 tys. otyłych, którzy powinni być operowani.

Z danych amerykańskich wynika, że już w drugim roku po operacji bariatrycznej wykonanej u pacjenta ze wskaźnikiem BMI 35 i cierpiącego na cukrzycę wydatki na jego leczenie spadają o 34 proc., a w trzecim roku - o 70 proc. "Podobnie jest również w Europie " - twierdzi prof. Rafał Paluszkiewicz z Kliniki Chirurgii Ogólnej Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Możesz ocenić ten artykuł: