Choroba Parkinsona - nawet w zaawansowanym stadium - nie musi oznaczać niedołęstwa. Można ją skutecznie leczyć również wtedy, gdy przestają pomagać leki. Konieczne jest tylko zastosowanie nowoczesnych metod terapii.

W chorobie Parkinsona stosowane są skuteczne farmaceutyki, ale na ogół pomagają one chorym jedynie przez kilka lat. Lekarze nazywają ten okres "miesiącem miodowym", gdyż jest on dość łatwy w leczeniu.

Miesiąc miodowy kończy się po czterech latach

Prezes Polskiego Towarzystwa Choroby Parkinsona i Innych Zaburzeń Ruchowych prof. Andrzej Bogucki podkreśla, że "miesiąc miodowy" trwa zwykle 4 lata. Na ogół w tym czasie stosowana jest tzw. lewodopa; z niej w organizmie powstaje dopamina - neuroprzekaźnik, którego niedobory w mózgu wywołują objawy choroby.

Potem leczenie jest coraz trudniejsze, a objawy choroby się nasilają. Chorzy znacznie częściej odczuwają spowolnienie ruchowe, sztywność mięśni, zaburzenia równowagi oraz drżenie spoczynkowe. Postępuje zniedołężnienie: chory nie jest w stanie wykonywać nawet zwykłych, codziennych czynność.

W zaawansowanym stadium choroby nie pomaga zażywanie większej liczby leków, nawet w dużych dawkach. Jeśli działają, to jedynie na krótko. Jest to spowodowane pogorszeniem się pracy mięśni i żołądka (który również jest mięśniem). Gdy żołądek gorzej pracuje, tabletki zalegają w nim i pogarsza się wchłanianie leków – które są metabolizowane dopiero w dwunastnicy (pierwszym odcinku jelita cienkiego).

Niektórzy chorzy zażywają ponad 20 leków, które mogą być wchłaniane przez organizm w zbyt małych lub czasami zbyt dużych dawkach. Gdy jest ona zbyt mała, pacjent często nieruchomieje, z kolei zbyt duża porcja leku powoduje, że pojawiają się ruchy mimowolne kończyn lub całego ciała. Nasilają się też działania niepożądane, takie jak omamy, nagłe spadki ciśnienia tętniczego krwi oraz omdlenia.

Trzy terapie, lepsza jakość życia

Chorym, którzy już nie reagują na leczenie doustne, może pomóc jedna z trzech nowoczesnych terapii: głęboka stymulacja mózgu (DBS), lewodopa podawana we wlewach dojelitowo lub podskórna postać apomorfiny - twierdzi prof. Jarosław Sławek z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Metoda DBS polega na wszczepieniu do mózgu elektrod, za pośrednictwem których, włączając stymulator, można wytłumić nadmierną aktywność struktur mózgu odpowiedzialnych za objawy choroby Parkinsona. Daje ona dobre efekty, wielu chorych może znowu prowadzić normalne życie, ale nie wszyscy się do niej kwalifikują.

Prof. Bogucki podkreśla, że przeciwwskazaniem do tej metody jest przebyty udar mózgu, zaniki mózgu, a także zaburzenia pamięci i demencja, depresja oraz zaburzenia krzepnięcia krwi, uniemożliwiające wykonanie zabiegu.

Chorzy mają też do wyboru pompę z lewodopą, dawkującą żel z lekiem bezpośrednio do dwunastnicy (za pośrednictwem cewnika wprowadzanego przez ścianę brzucha). Lek wprowadzany jest do krwi w małej, ale stałej dawce, dzięki czemu pacjent może być sprawny przez całą dobę.

Trzecia metoda polega na podskórnym podawaniu w stałej dawce apomorfiny. Jednak w obu przypadkach efekt działania jest podobny.

Prezes Polskiej Rady Mózgu prof. Grzegorz Opala przyznaje, że wszystkie trzy nowoczesne terapia choroby Parkinsona są kosztowne. Dodaje jednak, że jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie koszty niepełnosprawności, również te pośrednie, okazuje się, że opłaca się je stosować. Dodatkową zaletą tych terapii jest poprawa jakości życia chorego.

Możesz ocenić ten artykuł: