Mandragora, lubczyk, imbir, pieprz czy kakao – dania przyrządzone na bazie tych roślin przez wieki uważano za afrodyzjaki. Współczesna nauka potwierdziła skuteczność w tej dziedzinie tylko jednego z nich – żeń-szenia.

Jak podkreśla dr Halina Galera z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, tylko nieliczne spośród roślin, którym przypisywano magiczne zdolności wzbudzania zainteresowania płcią przeciwną, zostały porzucone i zapomniane. - Znakomita większość jest w tym celu używana do dziś - mówi dr Galera.

Podkreśla jednak, że w dawnych czasach potrzeba korzystania z roślin, które ułatwiały miłość, była znacznie większa - małżeństwa z miłości były relatywnie rzadkie, obowiązywały natomiast surowe zakazy moralne.

Afrodyzjaki dla bogatych i biednych

Najważniejszy i najbardziej znany afrodyzjak to mandragora lekarska, znana już w starożytnym Egipcie. Miała nie tylko zwiększać potencję, ale i leczyć bezpłodność. Choć wykorzystywano zarówno jej liście, jak i owoce, to za jej najważniejszą część był uważany spichrzowy korzeń, mający przypominać postać ludzką.

Liście wykorzystywano jako środek uśmierzający ból podczas pierwszych operacji chirurgicznych, z owoców robiono wino, a z korzeni amulety, które miały zapewnić szczęście w miłości.

Współcześnie mandragory już się nie poleca. Wiadomo, że działa halucynogennie, wywołując marzenia senne o zabarwieniu erotycznym i uczucie wznoszenia.

W odróżnieniu od niezwykle drogiej mandragory, powszechnie dostępny lubczyk uchodził za afrodyzjak dla maluczkich, miał m.in. łagodzić niezgody i rozterki w małżeństwie. Okazuje się jednak, że ma przede wszystkim działanie... moczopędne.

Warzywa i przyprawy

Inne rośliny, którym przypisywano działanie afrodyzjakalne, to pieprz, szafran czy będąca równocześnie symbolem panieństwa ruta, opisywana w tym znaczeniu choćby przez Mickiewicza w "Panu Tadeuszu".

Do afrodyzjaków zaliczano też pietruszkę, marchewkę, selery, fenkuł czy szparagi. Duże znaczenie w tym zakresie przyznawano od wieków przyprawom wschodnim, znanym już w średniowieczu, jak imbir, pieprz, szafran, cynamon, gałka muszkatołowa, goździki, cynamon, imbir czy kurkuma.

Po odkryciu Ameryki do grupy specyfików, którym przypisywano niezwykłe właściwości, dołączyły wanilia i kakao.

– Zastanawiano się, czy picie czekolady łamie post, opisywano Hiszpanki popadające w nałóg picia czarnej czekolady, a św. Róża z Limy po wielu godzinach uniesienia duchowego miała ujrzeć anioła podającego jej filiżankę czekolady, dzięki której odzyskała siły - mówi badaczka.

Kolejna grupa afrodyzjaków to orzechy, winorośl czy granaty - czerwonym kwiatom granatowca, kształtowi owoców i mnogości pestek przypisywano bogatą miłosną symbolikę. Nawiązania do tej rośliny pojawiają się m.in. w biblijnej Pieśni nad pieśniami; w Chinach był to ulubiony prezent ślubny.

Tylko żeń-szeń

– Za skuteczny afrodyzjak uważa się jednak obecnie tylko żeń-szeń - podkreśla dr Galera.

Ze względu na kształt kłącza Chińczycy nazywają go rośliną – człowiekiem. W Europie był znany już na dworze Ludwika XIV, w tych czasach jego cena była wielokrotnie wyższa od złota. Wierzono, że odpędza złe moce, a przyjmowany długo wzmacnia całe ciało.

– To nadal bardzo ważna roślina lecznicza i jedyny rzeczywisty roślinny afrodyzjak, lepiej go jednak zażywać pod kontrolą lekarską - zastrzega dr Galera.

Możesz ocenić ten artykuł: