Lekarz posługiwał się pieczątką z tytułem specjalisty chirurgii ogólnej, choć nie był uprawniony do używania takiego oznaczenia. W sprawie pojawiły się także relacje o samodzielnym operowaniu i dyżurowaniu mimo braku pełnych uprawnień, a mimo to finał nie przyniósł stanowczego rozliczenia. Okręgowy Sąd Lekarski wymierzył lekarzowi karę upomnienia, ale Naczelny Sąd Lekarski uchylił to orzeczenie i umorzył postępowanie, wskazując na poważne uchybienia proceduralne.

Znajdź placówki:
Poradnia chirurgii szczękowo-twarzowej na NFZ
Lekarz rodzinny (POZ) na NFZ
Poradnia chirurgii ogólnej na NFZ
Naczelna Izba Lekarska publikuje na swojej stronie orzeczenia sądów lekarskich w ramach tego, co nazywa "jawnością". W praktyce dostęp do tych rozstrzygnięć pozostaje jednak wyraźnie ograniczony - nie można ich pobrać, wydrukować ani bezpośrednio do nich linkować. Dodatkowo publikowane treści są bardzo mocno zanonimizowane - często brakuje w nich nazw miejsc, dokładnych dat i innych informacji, które pozwalałyby lepiej zrozumieć kontekst sprawy. Opisany przez nas przypadek to jedno z takich orzeczeń, wydane w 2024 roku. Uważamy, że warto pokazywać, jak w praktyce wygląda odpowiedzialność zawodowa lekarzy i przypominać, że za działania zagrażające pacjentom mogą oni ponosić poważne konsekwencje.

Skutki dla pacjenta

W tym orzeczeniu nie opisano jednego, konkretnego przypadku pacjenta, u którego szczegółowo wykazano szkodę zdrowotną. To jednak nie zmienia ciężaru sprawy. Już sama możliwość, że chory był leczony przez osobę przedstawiającą się jako specjalista bez prawa do takiego tytułu, podważa podstawowe poczucie bezpieczeństwa.

Jeszcze poważniej brzmią informacje pojawiające się w materiale sprawy, według których lekarz miał samodzielnie wykonywać procedury medyczne i dyżurować mimo braku pełnych uprawnień. Dla pacjenta oznacza to ryzyko leczenia w warunkach, w których nie ma jasności ani co do kwalifikacji, ani co do rzeczywistego nadzoru. To właśnie dlatego podobne sprawy nie są wyłącznie problemem formalnym, ale dotykają samego fundamentu zaufania do systemu ochrony zdrowia.

Jak wyglądał przebieg wydarzeń

Sprawa zaczęła się od zawiadomienia o nieprawidłowościach. Wskazano w nim, że lekarz nieuprawnienie posługuje się tytułem specjalisty chirurgii ogólnej, a także samodzielnie operuje i dyżuruje. Do materiału dołączono informacje dotyczące treści używanej przez niego pieczątki.

W toku postępowania przesłuchiwano świadków i zbierano kolejne wyjaśnienia. Jeden z nich potwierdził, że przez pewien czas lekarz rzeczywiście używał niewłaściwego tytułu i pieczątki, choć zaprzeczał wykonywaniu czynności zawodowych bez nadzoru. Inna osoba zeznała jednak, że lekarz miał samodzielnie wykonywać procedury medyczne bez wymaganych uprawnień.

W sprawie pojawiło się też pismo zespołu anestezjologów, którzy wypowiedzieli umowę o pracę, uzasadniając to brakiem komunikacji z lekarzem i wątpliwościami co do jego kwalifikacji, szczególnie przy zabiegach laparoskopowych. Postępowanie dyscyplinarne zostało następnie zawieszone z uwagi na równoległą sprawę przed sądem powszechnym, a po jej prawomocnym umorzeniu wrócono do odpowiedzialności zawodowej. Okręgowy Sąd Lekarski uznał ostatecznie, że bezsporne było nieuprawnione posługiwanie się tytułem specjalisty chirurgii ogólnej i wymierzył lekarzowi karę upomnienia.

Co najbardziej uderza w tej sprawie

Najbardziej niepokoi to, że sprawa nie dotyczyła wyłącznie źle wykonanej pieczątki czy błędnego opisu kwalifikacji. W aktach pojawiły się bowiem relacje o samodzielnym operowaniu i dyżurowaniu, a więc o sytuacji, w której wątpliwości formalne mogły przekładać się na realne bezpieczeństwo pacjentów. Taki detal całkowicie zmienia ciężar tej historii.

Uderza też drugi wymiar tej sprawy - nawet tam, gdzie pojawiają się poważne zastrzeżenia wobec lekarza, system potrafi zawieść na poziomie samej procedury. To właśnie stało się tutaj. Sąd odwoławczy nie zakończył sprawy dlatego, że zarzuty okazały się nieistotne, ale dlatego, że postępowanie prowadzono w sposób obciążony podstawowymi wadami formalnymi.

Warto wyjaśnić krótko tło. Lekarz może używać tylko takich tytułów zawodowych i naukowych, które rzeczywiście mu przysługują, bo pacjent ma prawo wiedzieć, kto go leczy i z jakimi kwalifikacjami. Z drugiej strony postępowanie dyscyplinarne wobec lekarza musi być prowadzone ściśle według przepisów, ponieważ nawet poważne zarzuty nie mogą zakończyć się skuteczną sankcją, jeśli po drodze dochodzi do zasadniczych naruszeń procedury.

Wyrok wobec lekarza

W pierwszej instancji lekarz został uznany za winnego przewinienia zawodowego polegającego na posługiwaniu się pieczątką z tytułem specjalisty chirurgii ogólnej. Okręgowy Sąd Lekarski wymierzył mu karę upomnienia i obciążył go kosztami postępowania. Na tym etapie sprawa wyglądała jak klasyczne rozstrzygnięcie dyscyplinarne za działanie podważające zaufanie do zawodu.

Dopiero w drugiej instancji wyszło na jaw, jak poważne były błędy proceduralne. Najważniejszy polegał na tym, że w sprawie w ogóle nie wniesiono prawidłowego wniosku o ukaranie dotyczącego czynu przypisanego lekarzowi. Naczelny Sąd Lekarski uznał to za pierwotny i nieusuwalny defekt postępowania, który samodzielnie przesądzał o konieczności uchylenia orzeczenia i umorzenia sprawy.

To jednak nie był jedyny problem. Sąd odwoławczy wskazał również, że obwinionemu nie doręczono postanowienia o przedstawieniu zarzutów ani postanowienia o skierowaniu wniosku o ukaranie do właściwego sądu lekarskiego, co w praktyce ograniczało jego prawo do obrony. Podkreślono też, że przed sporządzeniem wniosku o ukaranie należało przedstawić zarzuty, umożliwić zapoznanie się z aktami i dać możliwość zgłoszenia wniosków o uzupełnienie postępowania.

Sąd odwoławczy wytknął ponadto kolejne uchybienia. Zwrócił uwagę, że wcześniejsze zażalenie złożyła osoba, która nie była stroną pokrzywdzoną, a więc nie miała do tego umocowania. Wskazał też, że jedno z zażaleń zostało rozpoznane przez Okręgowy Sąd Lekarski w niepełnym składzie, co uznano za rażące naruszenie procedury.

Na tym lista zastrzeżeń się nie kończyła. Naczelny Sąd Lekarski podkreślił, że opis zarzuconego czynu nie określał jednoznacznie czasu jego popełnienia, a to ma znaczenie choćby dla oceny statusu lekarza i kwestii przedawnienia. Wskazano także, że zarówno wniosek o ukaranie, jak i samo orzeczenie powinny zawierać pełną kwalifikację prawną czynu, czego w tej sprawie zabrakło.

Sąd skrytykował również samo uzasadnienie orzeczenia pierwszej instancji jako zbyt lakoniczne i niewyjaśniające jednoznacznie wszystkich elementów stanu faktycznego. Dodatkowo zwrócono uwagę na niestaranny zapis części zeznań, sporządzonych ręcznie w sposób utrudniający ich odczytanie. W sprawie tej wagi taki poziom niedbałości proceduralnej brzmi niemal równie alarmująco jak same zarzuty.

Ostateczny obraz tej historii jest wyjątkowo gorzki. Po jednej stronie pozostają poważne wątpliwości dotyczące kwalifikacji lekarza, sposobu wykonywania przez niego czynności i bezpieczeństwa pacjentów. Po drugiej - odpowiedzialność zawodowa nie zakończyła się realnym rozliczeniem, lecz umorzeniem z powodu błędów formalnych. To właśnie ten kontrast najmocniej pokazuje, jak bardzo pacjent może przegrać nawet wtedy, gdy sprawa trafia przed sąd.

Możesz ocenić ten artykuł: