Siedmiomiesięczne dziecko z krwią w stolcu i nasilającym się bólem brzucha trafiło ostatecznie na pilną operację, a sąd lekarski I instancji uznał, że pediatra działał zbyt opieszale i nierzetelnie prowadził dokumentację. Za te uchybienia lekarz usłyszał naganę i upomnienie. Dopiero po odwołaniu zapadło rozstrzygnięcie całkowicie odmienne - obwiniony został uniewinniony.

Znajdź placówki:
Poradnia chirurgii klatki piersiowej na NFZ
Lekarz rodzinny (POZ) na NFZ
Poradnia chirurgii ogólnej na NFZ
Naczelna Izba Lekarska publikuje na swojej stronie orzeczenia sądów lekarskich w ramach tego, co nazywa "jawnością". W praktyce dostęp do tych rozstrzygnięć pozostaje jednak wyraźnie ograniczony - nie można ich pobrać, wydrukować ani bezpośrednio do nich linkować. Dodatkowo publikowane treści są bardzo mocno zanonimizowane - często brakuje w nich nazw miejsc, dokładnych dat i innych informacji, które pozwalałyby lepiej zrozumieć kontekst sprawy. Opisany przez nas przypadek to jedno z takich orzeczeń, wydane w 2024 roku. Uważamy, że warto pokazywać, jak w praktyce wygląda odpowiedzialność zawodowa lekarzy i przypominać, że za działania zagrażające pacjentom mogą oni ponosić poważne konsekwencje.

Skutki dla pacjenta

Dla małego pacjenta ta historia miała bardzo poważny wymiar. Po kilku godzinach obserwacji, pogorszeniu stanu i przewiezieniu do szpitala o wyższym stopniu referencyjności dziecko zostało zoperowane w trybie pilnym z powodu wgłobienia jelita. W czasie zabiegu usunięto też zmieniony zapalnie wyrostek robaczkowy.

Wcześniej u niemowlęcia występowały wymioty, luźne stolce i domieszka krwi, a rano stan ogólny wyraźnie się pogorszył. Dziecko było apatyczne, podsypiające i słabo reagowało na ból. Dla rodziców oznaczało to nie tylko strach i bezradność, ale też gwałtowne przejście od pozornie typowej infekcji do ostrego stanu wymagającego natychmiastowej interwencji chirurgicznej.

Jak wyglądał przebieg wydarzeń

Dolegliwości zaczęły się dwa dni wcześniej. Najpierw pojawiły się wymioty, później luźne stolce, a następnie krew w stolcu. To właśnie te objawy sprawiły, że rodzice przywieźli dziecko do szpitala w nocy.

Przy przyjęciu lekarz ocenił stan niemowlęcia jako dość dobry. Przeprowadził wywiad, zbadał dziecko, zlecił badania krwi i kału oraz wdrożył nawodnienie i leczenie przeciwbólowe. Początkowo obraz nie dawał jednoznacznej odpowiedzi, czy chodzi o infekcję przewodu pokarmowego, czy o znacznie groźniejszą przyczynę chirurgiczną.

Przełom nastąpił rano. Pojawiły się dalsze niepokojące objawy, lekarz rozpoznał ostry brzuch i zaczął organizować dalszą diagnostykę. Próba wykonania badania USG nie powiodła się, więc zlecono RTG jamy brzusznej, które wskazało na niedrożność. Wtedy rozpoczęto przekazywanie dziecka do ośrodka z chirurgią dziecięcą, gdzie jeszcze tego samego dnia wykonano operację.

Co najbardziej uderza w tej sprawie

Najbardziej uderza to, jak cienka bywa granica między obserwacją a spóźnioną reakcją. Sąd I instancji uznał, że już w pierwszych godzinach pobytu dziecka w oddziale należało wykazać większą czujność, częściej badać pacjenta i szybciej kierować go do szpitala z chirurgią dziecięcą. W ocenie tego sądu niepokój dziecka, ból i krew w stolcu były sygnałami alarmowymi, których nie wolno było bagatelizować.

Szczególnie mocno wybrzmiewa też detal dotyczący wyglądu stolca. W tego typu sprawach to właśnie takie pozornie pojedyncze informacje mogą mieć kluczowe znaczenie diagnostyczne. Gdy chodzi o niemowlę, każdy objaw może szybko nabrać zupełnie innego znaczenia niż u starszego dziecka lub dorosłego.

Ta sprawa pokazuje również, jak wiele zależy od realiów miejsca, w którym pracuje lekarz. W szpitalu powiatowym z ograniczonym dostępem do badań i konsultacji nawet prawidłowe rozpoznanie zagrożenia nie zawsze oznacza możliwość natychmiastowego wykonania pełnej diagnostyki na miejscu.

Wgłobienie jelita to jedna z najczęstszych przyczyn niedrożności jelit u niemowląt. Może dawać objawy podobne do infekcji przewodu pokarmowego, zwłaszcza na początku, dlatego kluczowe znaczenie mają dokładny wywiad, powtarzane badanie dziecka i szybkie wychwycenie momentu, w którym stan pacjenta przestaje pasować do łagodniejszego rozpoznania.

Od strony prawnej sednem sprawy była "należyta staranność". W postępowaniach zawodowych wobec lekarzy nie wystarcza sam zły finał medyczny. Trzeba jeszcze wykazać, że lekarz rzeczywiście naruszył standard postępowania, a wątpliwości nie można uzupełniać domysłami.

Wyrok wobec lekarza

Okręgowy Sąd Lekarski uznał pediatrę za winnego dwóch przewinień zawodowych. Pierwsze dotyczyło niedołożenia należytej staranności w postępowaniu diagnostycznym i terapeutycznym, drugie - nieprawidłowego prowadzenia dokumentacji medycznej. Za to lekarz został ukarany naganą i upomnieniem oraz obciążony kosztami postępowania.

Sąd I instancji wskazał, że lekarz powinien był szybciej dostrzec, że objawy u niemowlęcia mogą oznaczać coś więcej niż infekcję wirusową. Zarzucono mu także, że dokumentacja była niepełna i nie oddawała w wystarczający sposób przebiegu obserwacji oraz podejmowanych decyzji.

Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Naczelny Sąd Lekarski po odwołaniu zmienił wcześniejsze rozstrzygnięcie i uniewinnił lekarza od obu zarzutów. Uznał, że materiał dowodowy nie pozwalał w sposób pewny przypisać mu odpowiedzialności zawodowej, a ocena sądu I instancji zbyt mocno opierała się na patrzeniu na sprawę z perspektywy późniejszego rozpoznania.

Sąd odwoławczy zwrócił uwagę, że lekarz pracował w placówce o ograniczonych możliwościach diagnostycznych, początkowy stan dziecka nie dawał jednoznacznych podstaw do natychmiastowej ostrej diagnostyki, a część zarzutów dotyczących dokumentacji nie znajdowała wyraźnego oparcia w obowiązujących przepisach. W efekcie lekarz został ostatecznie oczyszczony z odpowiedzialności zawodowej.

Możesz ocenić ten artykuł: