Z powodu nagłego zatrzymania krążenia poza szpitalem umiera więcej osób niż na raka piersi i prostaty, AIDS oraz na skutek pożarów i wypadków razem wziętych. Na przyjazd karetki jest zwykle za późno. Pomóc może jedynie przypadkowa osoba.

Nagłe zatrzymanie krążenia najczęściej powodowane jest wyjątkowo groźną arytmią serca, jaką jest migotanie komór i częstoskurcz komorowy. Serce traci zdolność pompowania krwi, z kolei chory traci przytomność, na jego uratowanie pozostaje jedynie kilka minut. Może ono się przydarzyć każdemu, bez żadnego ostrzeżenia, i bez względu na wiek lub przebyte choroby.

Wezwanie karetki nie wystarczy

Nie wystarczy szybko wezwać ambulans. Nie możemy również tylko czekać na przybycie fachowej pomocy medycznej. Tracimy cenny czas. Konieczne jest podjęcia jakichkolwiek, nawet najprostszych czynności reanimacyjnych. Dobrze, gdy mamy do pomocy choćby jedną osobę, jeśli i to nie jest możliwe, trzeba działać samodzielnie. Jak najszybciej.

Ratownik Mikołaj Kowalewski z "AED Szansa dla Serca" przekonuje, że warto podjąć akcję reanimacyjną nawet wtedy, gdy nigdy jeszcze tego nie robiliśmy. - W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia nawet mało umiejętne działanie jest lepsze, niż bezczynność – twierdzi.

Nie należy się obawiać, że zostaniemy pociągnięci do odpowiedzialności karnej, gdy się zdarzy, że u poszkodowanego wystąpią jakieś komplikacje. Wręcz przeciwnie. Zgodnie z art. 162 kodeksu karnego, kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Większość z nas nie wie, jak należy postępować, gdy jesteśmy świadkami nagłego zatrzymania krążenia. Każdy jednak jest w stanie wykonać choćby masaż serca i sztuczne oddychanie. Takie czynności ratownicze najbardziej są przydatne u osób z ostrym zawałem serca.

W jaki sposób użyć defibrylatora?

W przypadku nagłego zatrzymania reanimacja krążeniowo-oddechowa często jest niewystarczająca. Największe szanse na uratowanie chorego daje użycie defibrylatora, który wysyła impuls elektryczny do mięśnia sercowego i może przywrócić właściwy jego rytm. Trzeba takie urządzeń poszukać. Coraz częściej jest ono w wielu miejscach publicznych, na lotniskach, w bankach i centrach handlowych.

Obsługa defibrylatora nie jest skomplikowana. Urządzenie mieści się w niewielkiej walizeczce, która po otwarciu instruuje głosem, co należy robić. Przede wszystkim elektrody trzeba przymocować w odpowiednie miejsca na klatce piersiowej chorego. Schemat, jak to zrobić, znajduje się po wewnętrznej stronie pokrywy urządzenia (walizeczki) i jest dobrze widoczny.

Instrukcja informuje, kiedy i jakim przyciskiem można uruchomić defibrylator. Jeśli elektrody nie są właściwie przymocowane, impulsy elektryczne nie zostaną wysłane. Apart informuje, co trzeba poprawić.

Ratownik Karol Piekutowski z "AED Szansa dla Serca" zapewnia, że gdy defibrylator zostanie użyty najpóźniej w ciągu ośmiu minut od zatrzymania akcji serca szanse na ratunek zwiększają się do aż 86 proc. Warto spróbować. Co jakiś czas warto też przećwiczyć swe umiejętności w reanimacji.

Z powodu nagłego zatrzymania krążenia w Europie co roku umiera 400 tys. osób. Od ponad 40 lat nie udaje się tego zmienić. Aż u 350 tys. osób zdarza się to poza szpitalem, najczęściej w domu, ale także na ulicy, w miejscu pracy lub w czasie ćwiczeń rekreacyjnych.

Możesz ocenić ten artykuł: