Kończymy 40-45 lat i mamy problem z odczytaniem z bliska małych literek. Starczowzroczność bywa żartobliwie nazywana chorobą za krótkich rąk, bo oddalenie tekstu pozwala widzieć trochę lepiej. Okulary to nie jedyne wyjście. W wielu przypadkach wadę można leczyć operacyjnie, a wkrótce także doraźnie... kroplami do oczu.

– Każdego czeka starczowzroczność – niezależnie od tego, jaką ma wadę przed osiągnięciem 40-45 roku życia. Po ukończeniu 45 lat 80 proc. ludzi zakłada okulary do czytania – mówi portalowi e-zdrowie wicedyrektor Uniwersyteckiego Centrum Okulistyki i Onkologii w Katowicach prof. Ewa Mrukwa-Kominek.

Jak dodaje, tradycyjna nazwa schorzenia straciła dziś nieco na aktualności. - Kiedyś osoba 40-letnia uchodziła za "starą". Współcześnie dzięki postępom medycyny żyjemy dłużej, a postępom kosmetologii - wyglądamy młodziej, więc w naszym pojęciu na starczowzroczność cierpią obecnie osoby w średnim wieku – podsumowała.

Operacja zamiast okularów

Jak tłumaczy, starczowzroczność ma związek z utratą zdolności akomodacji z powodu stwardnienia i zmniejszania elastyczności soczewki. - Nie potrafimy dobrze widzieć z daleka i bliska, nie potrafimy już w krótkim czasie zmieniać ogniskowej, żeby wyraźnie widzieć – wyjaśnia.

Choć okulary czy soczewki kontaktowe to najbezpieczniejszy sposób korekcji tej wady, to noszenie ich bywa uciążliwe. Medycyna oferuje części osób cierpiących na starczowzroczność leczenie chirurgiczne. Jak jednak zaznaczyła prof. Mrukwa–Kominek, operacje – laserowe rogówkowe czy wewnątrzgałkowe - są adresowane do wąskiej grupy pacjentów, szacowanej na 30 proc. całej grupy zmagających się z tym problemem.

– Laserowa chirurgia rogówki polega na wytworzeniu wieloogniskowej strefy, wytwarzając zjawisko pseudoakomodacji. Można to wykonać metodą LASIK z wytworzeniem płatka rogówki lub metodą INTRACOR, modelując rogówkę powierzchownie - wyjaśnia okulistka.

Inne operacyjne rozwiązanie to wszczepienie pacjentowi soczewek wewnątrzgałkowych.

Jest ono dobre w przypadku pacjentów, którzy przechodzą operację usunięcia zaćmy - wszczepienia można dokonać podczas tej samej operacji. Wszczepione soczewki bioanalogiczne - o budowie i funkcjach bardzo zbliżonych do soczewek naturalnych, przywracają częściowo akomodację.

Krople zamiast operacji

Jak poinformowała prof. Mrukwa–Kominek, 70-90 proc. pacjentów leczonych z powodu starczowzroczności po operacji może się pożegnać z okularami. Na zabiegi operacyjne nie mogą jednak liczyć osoby, które przeszły stany zapalne oka, jaskrę, zmiany w siatkówce, chorują na choroby ogólnoustrojowe, mają silną alergię czy kolagenozy.

Rozwiązaniem dla tych, którzy nie kwalifikują się do zabiegu lub po prostu boją się iść "pod nóż" lub laser, już wkrótce mogą być krople na starczowzroczność. Dostępne już w niektórych krajach, m.in. Słowenii, Szwecji czy Argentynie, w Polsce jeszcze przechodzą procedurę rejestracyjną.

– Będą pomagały pacjentom z wadą nie większą niż 1,5-2 dioptrie, pozwalając im czytać bez okularów. Według producentów działają do 12 godzin, uważa się jednak, że ich optymalna skuteczność to sześć godzin – mówi okulistka.

Możesz ocenić ten artykuł: