W Polsce wszczepiane są pierwsze stenty wieńcowe nowej generacji, które stopniowo rozpuszczają się w organizmie chorego. Za kilka lat będą najczęściej używane w udrożnianiu tętnic mięśnia sercowego.

Jednym z pacjentów, które założono ulegającą samoistnej biodegradacji "sprężynkę", był aktywny zawodowo 55-latek, u którego stwierdzono niestabilną dławicę piersiową. Przez wszczepienie dwóch takich stentów choremu poszerzono zmienione chorobowo naczynia wieńcowe.

"Sprężynka" z polimerów

Stenty w kształcie niewielkiej sprężynki wykorzystywane są od wielu lat podczas zabiegów angioplastyki udrożniania naczyń wieńcowych.

Wewnątrz tętnicy pełnią rolę rusztowania, które poszerza ją i podpiera jej ścianę. Mają zapobiegać restenozie, czyli ponownemu zwężeniu tętnicy. "Sprężynka" czasami jednak uszkadza ją, wywołuje stan zapalny i ponowne zawężenie naczynia.

Jak twierdzi kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Instytutu Kardiologii w Warszawie prof. Adam Witkowski, tej wady pozbawione są stenty z polimerów, które po wszczepieniu ulegają biodegradacji. Rozkład zaczyna się już po kilku miesiącach od zabiegu, a w ciągu dwóch lat - gdy ściana naczynia jest już zagojona i odbudowana - rozpuszczają się całkowicie. Zostają z nich jedynie substancje nieszkodliwe dla organizmu, takie jak dwutlenek węgla i woda.

To realizacja marzeń kardiologów, by wszczepiać jedynie takie stenty, które pozostają w naczyniach, dopóki jest ryzyko nawrotu zwężenia tętnicy. Gdy do tego dojdzie, zmniejsza się dopływ krwi do mięśnia sercowego, co objawia się bólami w klatce piersiowej podczas wysiłku fizycznego lub silnego stresu.

Większa skuteczność zabiegów

Według prof. Witkowskiego nowe stenty powinny poprawić skuteczność zabiegów angioplastyki. Mogą też zmniejszyć liczbę powikłań oraz skrócić okres stosowania leków przeciwpłytkowych (rozrzedzających krew). Tradycyjne stenty - wytwarzane ze stali lub stopu chromowo-kobaltowego - wymagają zażywania takich leków przez co najmniej rok od wstawienia ich do wnętrza naczynia.

Stenty biodegradowalne mogą też zredukować objętość blaszki miażdżycowej. Jej pęknięcie jest bezpośrednią przyczyną zawału serca. Powstaje wtedy zakrzep, który mocno zawęża lub całkowicie zamyka naczynie, powodując niedokrwienie mięśnia sercowego.

Jeśli się to potwierdzi, byłby to kolejny przełom w zwalczaniu choroby wieńcowej przy użyciu zabiegów angioplastyki.

Szef Pracowni Hemodynamiki Ośrodka Chorób Serca 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu prof. Krzysztof Reczuch, który od 2013 r. wszczepia biodegradowalne stenty, twierdzi, że są one najbardziej przydatne u osób młodych, aktywnie uprawiających sport, chorych na cukrzycę oraz tych, u których za jakiś czas rozważana jest operacja.

Jego zdaniem za 6-7 lat u trzech czwartych pacjentów, poddawanych zabiegom udrożniania naczyń wieńcowych, będzie się wszczepiać stenty biodegradowalne.

Zaczęło się od balonikowania tętnic

To czwarta rewolucja w kardiologii interwencyjnej. Pierwszą było zastosowanie pod koniec lat 70. XX w. tzw. balonikowania tętnic wieńcowych. Polega ono na poszerzaniu zwężonych naczyń rozprężanym balonikiem, wprowadzanym do tętnicy wieńcowej cewnikiem poprzez nakłucie tętnicy udowej.

W latach 80. minionego wieku dodatkowo zaczęto wszczepiać w miejsce zawężenia metalowe stenty, co ma zmniejszyć ryzyko nagłego zamknięcia naczynia. Nie zawsze to pomagało. Na początku XXI w. stenty zaczęto zatem powlekać substancjami hamującymi rozrost ściany naczynia.

Możesz ocenić ten artykuł: